Dialog dwóch osób zamkniętych na balkonie.
– A nie mówiłem! Ile razy powtarzałem, trzymaj drzwi! – powiedział Zbigniew patrząc na zatrzaśnięte drzwi balkonu.
– Ty miałeś trzymać, zawsze muszę o wszystkim myśleć? – burknęła Anna.
– Nie, spoko jak zwykle moja wina.
– Nie twoja, tylko jak widzisz trzymam butelkę wina i dwa kieliszki, jak niby miałam trzymać te zasrane drzwi? – patrzyła gniewnym wzrokiem Anna.
– Masz jeszcze nogę.
– A ty masz mózg i użyj go czasem. – odwróciła się poirytowana.
– Dobra skończ te żale, lepiej powiedz mi, że masz telefon przy sobie.
– Pewnie, telefon, kieliszki wino i co może jeszcze paczkę fajek?
– Przecież wiesz, że nie palę. – powiedział z ironią.
– Głupi jesteś taki. Nie mam telefonu, ale jak Zosia z pracy będzie wracać to ją zawołam przez balkon i nam jakoś pomoże.
– Niby jak to jest 4 piętro! Podstawi drabinę? Zosia mimo tego, że ma 40 lat i przeszła już pierwszy wylew to ledwo słyszy i kuleje na prawą nogę. No chyba że ma super moce – powiedział z uśmiechem Zbigniew.
– Wiesz, zamiast tak pierdolić powiedz, że masz jakiś pomysł!? No słucham geniuszu – krzyknęła Anna.
– Daj mi spokój zaraz coś wymyśle, tylko ciągle gadasz i trudno się skupić.
Cisza.
– Kurde, jeszcze dojdzie do tego, że szybę będę bił… Tej. Zosia na pewno wraca o 17? – zapytał
– Tak zwykle pracuje, tylko że dziś niedziela więc pewnie…
– Pewnie nie pracuje. Genialnie to ale żeś wymyśliła. Brawo, inteligencja na wysokim poziomie. – przerwał Zbigniew.
– Daj to wino może jak wypiję to lepiej mi pójdzie – powiedział wyrywając Anni butelkę z ręki.
– Korkociąg?
– Nie wierzę. – powiedział chwytając się za głowę.