Moje życie to sterta gruzu.

download
Mam taką wizję, że codzienność jest obszarem stopniowo zalewanym falą napływającej teraźniejszości, która nadaje jej kształt i charakter. Momentami trudno się w niej odnaleźć, bo akurat się przelało. Bywa też tak, że codzienność nie pozwala mi o sobie zapomnieć. Są dni gdy zapominam, a ona znika.

 „Strach to bzdura, spontaniczność jest cnotą”.

Myślałem tak do teraz, gdy pojawiła się znikąd. Siada.
– „Chodź ze mną” – mówi wpatrzona mi w oczy. Nie zastanawiam się idę, nie mam oporów.
Szary dzień, wokół ludzie i nasze ciała tak blisko siebie. Jej dotyk, smak, zapach, drganie nóg i przyśpieszone tętna. Teraz mogę rzucić wszystko, stać się kimś nowym i przestać być tym kim jestem. Chyba zbyt trudna decyzja. Może jeszcze nie teraz, bardzo się boję. Stoimy wpatrzeni w siebie pełni nadziei, jej usta się otwierają się ponownie. Jeżeli istotą mojego szczęścia jest ta chwila, to będę nieszczęśliwym człowiekiem.
– „Pójdziesz za mną?”. Poddaje się zostaje, a moje życie przestaje mieć znaczenie.

Teraz moje emocje to sterta gruzu oblana magmą, która przelewa się od podbrzusza, aż po oczy. Zalewa wszystko żarzącym bólem.
– Pod prąd, ból zawsze płynie pod prąd. Na przekór by skuteczniej przypierdolić – myślę sobie.
Gaśnie światło słyszę jej głos.
– Chodź ze mną!
– Już nie mogę – odpowiadam i czekam aż się rozsypię.

Jeżeli umrze pierwsza, nigdy sobie tego nie wybaczę.