W niedzielę spełniłem kolejne marzenie, przebiegłem 7 Poznań Półmaraton! To doświadczenie dało mi dużo siły do kolejnego działania, dało mi też dużo pokory przed kolejnymi startami. Taki dystans to ogromny bagaż doświadczeń dla amatora biegania…

Przygotowania do 7 Poznań Półmaraton
21 tygodni, tyle właśnie zajęło mi przygotowanie do mojego debiutu na trasie 21,095 metrów. W trakcie przygotowań zrzuciłem blisko 13 km, w dniu startu ważyłem 75,5 kg!

To był okres wyrzeczeń, stresu, kontuzji, przesadnych oczekiwań, ale też wewnętrznej przemiany. Z miesiąca na miesiąc, poprzeczka treningowa rosła, były starty w mniejszych imprezach: 10km – Luboński Bieg Niepodległości oraz  imprezy z cyklu 5km – Litr Paliwa Zamiast Piwa i  Z Biegiem Natury. Wszytko to, by psychicznie przygotować się do zawodów.

Ostatnie miesiące przygotowań
Ostatnie miesiące przygotowań (Endomondo.com)

Czas przed półmaratonem
Pakiet startowy odebrałem już w piątek, wtedy również rozglądałem się za spodenkami, gdyż w dniu startu zapowiadali wysoką temperaturę.

Pakiet startowy 135 - Bartosz Pussak
Pakiet startowy 135 – Bartosz Pussak

Udało się zakupić wszystko na miejscu w sobotę: spodenki, rękawiczki, skarpety. W hali Arena, spotkałem również Jerzego Skarżyńskiego, który podpisywał swoje książki i udzielał kilku wskazówek zawodnikom. Nowa książka stanęła na półce: „Maraton”, w niej przepiękna dedykacja. Dziękuję!

Maraton Jarzy Skarżyński z dedykacją!
Maraton Jarzy Skarżyński z dedykacją!
Z Jerzym Skarżyńskim
Z Jerzym Skarżyńskim

Dzień minął dość szybko, w głowie ciągle walka z myślami i dokładne planowanie trasy. Wieczorem kino, przygotowanie zestawu startowego i  kolacjowy makaron. Potem już tylko blisko 8 godzin snu.

7 Poznań Półmaraton

Wykres z 7 Poznań Półmataron
Wykres z 7 Poznań Półmaraton

Ze snem i wstawaniem nie było problemów, jak tylko otworzyłem oczy wiedziałem, że to już czas. Do startu pozostały 3 godziny, Lekkie śniadanie, kilka minut spaceru, sprawdzenie czy wszystkie żele, ubranie i pozostałe akcesoria są w torbie i w drogę. Na Maltę dotarłem przed 9 rano, lekki 3 km trucht przed startem wciągnął mój organizm w biegowy nastrój. Żel przed startem, łyk wody i usłyszałem wystrzał z pistoletu startowego. Adrenalina, radość, marzenia o dobrym czasie, takie emocje towarzyszyły mi przez pierwsze kilometry półmaratonu. Plan był prosty, zacząć spokojnie, nie dać się ponieść przez tłum.

Na linii startu!
Na linii startu!

To wszystko udawało się bez problemu, na zegarku miałem ustawiony dokładny plan moich działań. Kilometry od 1 do 3, w bardzo spokojnym tempie 5:40-5:30 min/km, potem kolejne 4 kilometry zejście do 5:30-5:15 min/km, to był najtrudniejszy techniczny moment biegu. Podbieg na Hetmańskiej, był trudny, tam weryfikowały się siły i błędy zbyt szybkiego startu zawodników. to był czas na pierwszy żel.

Trochę mi pokrzyżował plany punkt żywieniowy na 10 km, wpadłem na innego zawodnika i musiałem stanąć na sekundę. Taka przerwa delikatnie wybiła mnie z rytmu. Na Rolnej, czekał na mnie kolega z izotonikiem, kilka łyków i w pogoń za białymi balonikami z napisem 1:50 h.

Przede mną było 7 km w tempie 5:10 – 5:05. Nie czułem przesadnego zmęczenia, jednak słonce i do teraz, nie do końca zrozumiałe, przyśpieszenie na 13 km, zweryfikowało wszystko. Zaczęła się wewnętrzna walka, a utrzymanie tempa było coraz cięższe. Wypadałem z rytmu, nadchodził kryzys. Na 15 km przy punkcie żywieniowym, wiedziałem, że jest źle, i złamanie 1:50h odchodzi na 2 plan. Wylałem na głowę 6 kubków wody, wypiłem izotonik, zjadłem cukier i biegłem po kolejny żel. Czekał na mnie po 16 km, zmęczenie było już nie do przejścia, dogonił mnie przyjaciel i zaczęliśmy biec razem. Ratował mnie rozmową i mentalnym wsparciem, czułem się jak w amoku, ale parłem do przodu.

Z odcinka Mostowa – Wawrzyniaka niewiele pamiętam. To była walka ze samym sobą, tempo spadło poniżej 6:00 min/km, musiałem szybko uspokoić tętno. Podbieg na Rocha mi tego nie ułatwił, gdy byłem już przy Politechnice, zacząłem wracać do żywych i czuć, że organizm się stabilizuje. Nogi były ciężkie, ale szły równo do przodu. 20 kilometr to już wewnętrzny spokój, głęboko ukryta radość i duma, „udało ci się” – powtarzałem sobie w głowie. Przez metę wbiegliśmy razem z Piotrem, trzymając w górze ręce i ciesząc się od ucha do ucha.

Meta Poznań Półmaraton
Meta Poznań Półmaraton
Radość na mecie 7 Poznań Półmaraton
Radość na mecie 7 Poznań Półmaraton

 

Biegowe Niebo
To była wewnętrzna walka, to była szkoła życia. Przeszedłem przez piekło, by trafić do biegowego nieba, ukończyłem mój debiut z czasem 1:56:59, złamałem 2h i swoje słabości. Dziękuję rodzicom i mojej Natalii za tak duże wsparcie, bez Was to by nie miało sensu! Dziękuję również, przyjaciołom na trasie, za wspaniały doping! Szacunek! Dziś czuję jeszcze ból w nogach, ale to kwestia dnia, może dwóch dni, by znowu wyruszyć i łamać własne bariery. Już za miesiąc 11 maja biegniemy w Trzecim Biegu 10km Szpot Swarzędz. Znowu Funclub Run Team stanie razem, by zdobyć szczyty!

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.