Magazynowanie zbędnej wiedzy jest bezsensowne? Prowadzi nie tylko do osłabienia naszej koncentracji ale sprawia również, że mniej się rozwijamy. Jak to szło: „Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”?

Już jakiś czas temu zacząłem oczyszczać głowę z przekonania o tym, że muszę wiedzieć wszystko. Staram się ograniczać swoją wiedzę jedynie do rzeczy niezbędnych do codziennej pracy i życia. Jeżeli na mojej drodze pojawi się coś co wymaga dodatkowej lektury, czasami szybciej jest skorzystać z gotowych rozwiązań.

Informacyjna pułapka

Staram się ograniczyć czytanie codziennych wiadomości, one w dużym stopniu zabierają mi czas i potrzebne skupienie. Jeżeli na świecie wydarzy się coś naprawdę ważnego, poinformuje mnie o tym albo znajomy albo post na Twitterze (takie mamy teraz czasy:)). Wiedza śmieciowa jest najgorszym wrogiem jakiego mogę sobie wyobrazić pracując nad samorozwojem. Przytoczę wam taki przykład.

Pewnego dnia przeraził mnie fakt, że włączając przeglądarkę moje palce z automatu wpisują adres: wp.pl, albo onet.pl po czym przez 5 min bezsensownie gapiłem się w nagłówki, kolorowe fotki i zupełnie nic z nich nie zapamiętałem. Czas mijał, a ja tonąc w informacyjnej pułapce zapominając o liście zadań, tracąc przy tym nieodwracalnie koncentracje. W sieci jest kilka przydatnych narzędzi do blokowania czasowego stron internetowych, ale jakoś trudno mi się do takiego rozwiązania przekonać. Tutaj trzeba mocno zmieniać swoje nawyki i budować wewnętrzną dyscyplinę.

Jest jeszcze jeden powód dla którego wprowadzenie do życia polityki anty-informacyjnej jest dobre: Im więcej wiesz, tym gorzej myślisz. Nie ma chyba osoby, która w ostatnim tygodniu nie słyszała o rosnącym kursie franka szwajcarskiego. Kredytobiorcy zostali zbombardowany tymi wiadomościami w bardzo krótkim przedziale czasu, a gdy zadzwonił mi telefon z informacją o sytuacji na rynku i giełdach moja głowa przestawiła się na tryb myślenia: co teraz? ile wzrośnie waluta?, ile wzrośnie rata kredytu?, ile czasu ten stan rzeczy się utrzyma? Tylko po co te nagłe analizy…
Tak naprawdę, to pytania na które nie jesteśmy w stanie uzyskać odpowiedzi – przynajmniej nie w tej chwili. Słuchając ekspertów i ich spekulacji może doprowadzić jedynie do chęci strzelenia sobie w głowę. Dlatego trzeba wylać kubeł zimnej wody na głowę i zacząć trzeźwe myślenie. To jedyny sposób by nie zwariować.

Mój najlepszy sposób na koncentrację.

Gdy brakuje mi czasu i potrzebuję szybkiej koncentracji wyłączam TV, Facebooka, zakładam słuchawki i skupiam się na najważniejszych zadaniach. Ustalam sobie w głowie przedział czasu do którego dana czynność musi być skończona. Już jakiś czas temu przestawiłem się na tryb sprawdzania poczty 2 razy dziennie. Od tego czasu w mojej skrzynce pocztowej panuje magiczny stan „Inbox zero”, serio to działa!

Zacząłem również prowadzić kalendarz, który synchronizuję z każdym możliwym urządzeniem mobilnym. Wszystko co mam do zrobienia od najmniej istotnych rzeczy, do dużych projektów ląduje właśnie w nim. Przestałem przez to zbędnie zajmować głowę rzeczami do zrobienia i doceniłem fenomen automatycznych przypomnień.

Na koniec tego długiego już wpisu zachęcam do przeczytania lub wysłuchania książki Timothy Ferriss – „4 godzinny tydzień pracy” (link do audiobooka), to skarbnica cennych porad na  temat: w jaki stać się bardziej produktywnym pracownikiem i człowiekiem. Dbajcie o swoje głowy i dajcie im trochę oddechu, bo jak się w nich gotuje czasami możemy je stracić.

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.