Ilekroć łapię się na tym, że social media zawładnęło moim życiem, obiecuje sobie, że robię małą przerwę i odpoczywam. Po takiej myśli przychodzi kolejna, którą tak bardzo chce się z wami podzielić i znowu chwytam za telefon klikając opcję udostępnij.

Social Media w dzisiejszych czasach to jak wirtualny dowód tożsamości. Wszystko czego odbiorca chce się o mnie dowiedzieć znajdzie w sieci. Gdy wpiszę Bartosz Pussak w Google znajdę wszystko, zdjęcia, profile na społecznościach, a nawet wpisy o których dawno zapomniałem. Tak samo wygląda sytuacja, gdy ubiegamy się o pracę. Wiesz jaka jest pierwsza rzecz jaką robi pracodawca przed przyjęciem cię do pracy? Sprawdza Facebook, Twitter czy jakie tam masz diabelskie, internetowe profile. To daje do myślenia, prawda?Każdy krok jaki stawiasz w sieci, każde zdjęcie jakie wrzucasz pozostaje tam wystawiając nam globalne CV.

Ostatnio myślałem, czy bycie uzależnionym od wirtualnej social media, jest gorsze od fizycznych uzależnień. Z czego łatwiej nam zrezygnować: papieros czy Facebook, piwo czy Twitter? Szczerze, ciężko mi powiedzieć, ale raczej skłaniam się do papierosa i alkoholu, bo z tym sobie w życiu nieraz poradziłem. Gdybym miał wyłączyć wtyczkę, którą dostaję i dystrybuuję informacje do sieci, czułbym się jakby ktoś zamknął mnie w klatce, pozbawiając wolności słowa i dostępu do wiadomości. To by było piekło, płomienie paliłyby moje myśli, a brak tlenu wywołałby niekontrolowane drgawki.

Wiem wygląda to strasznie, ale spokojnie – panuję nad sytuacją. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wewnętrznie wiem jak odróżnić fikcje od rzeczywistości i często wychodzę zaczerpnąć tego lepszego, prawdziwego życia. Kocham kino, bieganie i koncerty, lubię również wizytę w restauracjach z przyjaciółmi. Jednak, gdzieś tam ciągle to wszystko, przeplata chęć dzielenia się tą chwilą, również z innymi, tymi których jeszcze nie znam, do których jeszcze nie udało mi się dotrzeć.

Już takie ze mnie internetowe zwierze, mam nadzieję, że przez to nie wpadnę pod samochód albo nie uśpi mnie jakiś niezadowolony właściciel.

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.