Dawno tu nic nie pisałem. To miejsce jest chyba historią najważniejszych dni mojego życia, a dziś jest jeden z nich.

To właśnie dzisiaj odbył się 3 Luboński Bieg Niepodległości i udało mi się go ukończyć! Sama informacja o biegu trafiła do mnie późno, na szczęście udało mi się dostać na listę startową i tak właśnie, dumny i waleczny otrzymałem 1094 numer startowy!

Mimo, że dystans tej imprezy nie był dla mnie niczym nowym, emocje przed biegiem były ogromne. Szczęśliwie dotarłem na miejsce i odebrałem swój pakiet startowy. W tym miejscu muszę oddać ukłon organizatorom biegu! Poziom informacji i komunikacji z zawodnikami to istna poezja! Brawo.

Na miejsce dotarłem ponad godzinę przed startem, było więc dużo czasu, by zobaczyć co się wokoło dzieje. Atrakcji nie brakowało, pokazy taneczne, konkursy, można było zmierzyć sobie poziom tkanki tłuszczowej, zjeść rogala, porozmawiać o zegarkach sportowych i oczywiście nawiązać nowe znajomości :)

Czas rozgrzewki
Czas rozgrzewki

Gdy zostało już tylko 30 min do biegu, trzeba było wziąć się za rozgrzewkę. Pajacyki, skręty tułowia, trucht i masę rozciągania! Po ostatnim biegu przez olanie tej czynności nabawiłem się kontuzji, więc tym razem nie było zmiłuj. W końcu nadeszła ta godzina, 5 min do startu i hymn Polski, który wszyscy razem odśpiewaliśmy!

Linia startu
Tuż przed startem

Sam start jak zwykle w tempie 200%, tego się bałem i zarzekałem się, że tak nie zrobię. Tłum ludzi jednak niesie nas strasznie i ciężko oszacować jaką prędkością biegniemy. Na szczęście udało się przeżyć te pierwsze rozruchowe 3 kilometry. Na początku było w miarę płasko, cała zabawa jak dla mnie zaczęła się po 5 km. Nie dość, że zalałem się wodą przy punkcie, to wzniesienia mnie wykańczały :) Starałem się zachować równe tempo, powtarzając w głowie – „Jesteś zwycięzcą, jesteś zwycięzcą, jesteś zwycięzcą…” i to mi się chyba udało :)

W sumie obawiałem się, że będzie mi się jakoś dłużyć, że będzie nudna, jednak miło mnie zaskoczyła, po 3 km pojawił się 5, 6, 7 i już praktycznie za rogiem była ulica Traugutta… Bardzo bałem się finiszu, że zabraknie siły, że coś pójdzie nie tak. Na szczęście ostatnie metry pokazały mi, że jest jeszcze we mnie zapas sił i udało się pobić życiowy rekord o blisko 8 min! Pobiłem też rekordy na 3 km i 5 km, strasznie się cieszę. Czuję się spełniony.

Analiza mojego biegu
Analiza mojego biegu

Uwielbiam ten wybuch endorfin po zakończeniu biegu i widok uśmiechających się wokoło ludzi. Może brakowało trochę przestrzeni za metą, ale w takich chwilach to najmniej ważne.
Na mecie czekały na zawodników woda i rogale, w końcu to święto Św. Marcina, no i piękne pamiątkowe medale!

Podsumowując już i tak za długą notkę, świetny dzień, świetna organizacja i atmosfera. Tego mi było trzeba. Za rok pewnie znowu stanę na linii mety, może z nowym rekordem, a może nawet na podium :)

No cóż ważne mieć cele, moje dziś się spełniły!

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.