Ostatnio siedząc w domu mama zadała mi pytanie: „Synku, dlaczego Ty od razu chcesz biegać maratony? Nie możesz tak po prostu biegać sobie dla przyjemności? Ja bym miała mniej nerwów i wszyscy byśmy byli zadowoleni”.

Nikt nie zacznie biegać dlatego, bo to lubi. Przecież jedyne bieganie jakie znasz to ucieczka przed psami na wioskach lub pościg za uciekającym autobusem. Decydując się na tą formę sportu mamy zawsze jakiś cel. Czasami chcemy sobie coś udowodnić lub czujemy, że brakuje nam ruchu, jednak w większości przypadków biegamy dla zdrowia.

Słomiani zapaleńcy, bieganie kończą tak szybko jak je zaczną. Wychodzą nakręceni, zaczynają ostro i kończą ostro – przed TV z piwem i już nigdy więcej nie wychodzą biegać. Ja jestem z tych osób, które chciały zgubić trochę kilogramów, a przy okazji poprawić swoje zdrowie, swój styl życia i latem na plaży wyglądać zacnie. To ostatni może nie do końca, choć nie powiem było by miło. To były moje cel, moja meta, do której ciężko było wyliczyć dystans. Nie był to wyścig z czasem, gdyż nie postawiłem sobie żadnego deadline’u, typu: w styczniu będziesz wyglądał jak Brad Pitt! To zupełnie nie o to chodzi. Ku mojemu zaskoczeniu efekty przyszły bardzo szybko, a przy okazji systematyczne bieganie mocno zakorzeniło się w moim harmonogramie tygodnia.

Mam zawsze coś takiego, że jak się za coś biorę lubię wiedzieć na ten temat wszystko. Dlatego ciągłe czytanie o zawodach i technikach biegu, naturalnie wykreowało we mnie chęć rywalizacji. W taki oto sposób z chęci poprawienia stanu zdrowia, pojawia się chęć pokonywania innych, a przy tym swoich słabości.

Biegając musisz mieć jakiś cel. Bieganie dla samego siebie też jest celem, ale czy dostatecznie mocnym, by motywować cię do ciągłego działania? Przecież komu jak komu, ale sobie najłatwiej odmówić, prawda? Wiadomo, że o zawodowym bieganiu, raczej nie myślę. Chyba na to jestem już za stary.

Wiec droga mamo, drogi czytelniku. Moje bieganie nadal jest moim hobby, zmienia się tylko jego zakres. Teraz robię to dla siebie i dla wyników, wcześniej robiłem to tylko dla siebie. Bieganie nawet to zawodowe jest zawsze naszym hobby i bezustannie sprawia nam ogromną radość i  przyjemność, jedyna różnica to taka, że mamy z tego finansowe korzyści.

Teraz kończę się delektować kawą ubiegam moje jasnozielone buciki i idę pobiegać w nowym miejscu. Dziś trening interwałowy!

Run!


PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.
  • Dor Ka

    fajnie Bartus:) podoba mi sie to co napisales:) run Bartek run!i niech mama sie nie denerwuje…

    • dziękuje, tak właśnie jakoś się wkręciłem w ten sport i ciężko odpuścić :)