Gdy w lutym natrafiłem na artykuł o możliwości zdobycia czegoś wyjątkowego, Korona Polskich Półmaratonów była jak senne marzenie. Wtedy zaczynałem przygotowania do pierwszej walki na dystansie 21km, a za sobą miałem dopiero pół roku czynnego biegania. Napisałem notkę Zdobyć koronę i pomyślałem: zdobędę ją!

Myśl, że czegoś dokonamy wydaje się prosta. Wystarczy kilka wyrzeczeń, silna wola i mamy co chcemy. Tutaj sprawa była troszkę trudniejsza, trzeba było biegać i to dużo.

Korona Polskich Półmaratonów – co to takiego?

Polskie Stowarzyszenie Biegów przyznaje takie odznaczenie osobie, która w ciągu jednego roku kalendarzowego przebiegnie, przynajmniej 5 z 11 biegów na dystansie 21 km. Lista biegów została wcześniej dokładnie sprecyzowana i podzielona na trzy grupy, z każdej grupy biegacz musiał pokonać przynajmniej jeden bieg. W pewnym sensie utrudniało to planowanie startu, ze względu na termin, odległość do poszczególnego miejsca i pory roku w jakim się odbywał. Ja wybrałem Poznań w kwietniu, Grodzisk Wielkopolski w czerwcu, Piłę we wrześniu, Szamotuły w październiku oraz Kościan w listopadzie.

Czy trudno zdobyć Koronę?

Trudno. Przynajmniej dla początkującego biegacza, jakim jestem. Po pierwsze decydując się na taki milowy krok, w ogóle nie mając pojęcia co to bieg półmaratonu, to czyste szaleństwo. Wiedziałem już po kwietniowym 7 Półmaratonie Poznańskim (7 Poznań Półmaraton – relacja), że będzie ciężko. To co się działo na trasie z moim organizmem, było czymś zupełnie nowym, nauką która zostanie we mnie do końca życia. Kilka tygodni po biegu w głowie miałem różne myśli, czy jest sens, czy warto? Gdy komuś mówiłem o moich planach, uśmiechał się ironicznie, albo stwierdzał żebym lepiej skupił się na treningach i dał sobie spokój (pozdrawiam Kamil :)), jednak ja byłem twardy i brnąłem dalej. Startując w Grodzisku Wielkopolskim (VIII Grodzisk „Piekielny” Półmaraton – relacja), myślałem że nic już mnie nie zaskoczy. Pojawiła się piękna pogoda i bardzo wysoka temperatura, coś czego jeszcze nie znałem w mojej przygodzie z bieganiem i doprowadziła, wydawało się lekki bieg, do piekielnej przeprawy. Kolejne starty były bardziej spokojne, Piła poszła gładko, w Szamotułach była kontuzja na 17 km biegu, przez co nie mogłem dobrze przygotować się do ostatniego biegu w Kościanie. Relacje z obu biegów pojawią się na blogu wkrótce i wtedy podczepię je również tutaj.

Jak widać planować można zawsze, jednak przypadki losowe sprawiają, że nie mamy wpływu na sukces naszego celu. Jedno jest pewne należy walczyć do końca, nie poddawać się – bo jak nie ja to kto?

Ostatnie 100 metrów do Korony

Na koniec, chcę napisać kilka słów o finiszu mojej trudnej, ale wartej tego trudu, drogi do Korony Półmaratonów Polskich. Trudno mi wyjaśnić skąd wziąłem w sobie siły, by pokonać kryzys na ostatnich 2 km trasy w Kościanie. Myślami krążyłem wokoło zbliżającego się finiszu, rodziny, momentami nawet tak błahych spraw jak, co zjem po biegu i czy zamknąłem auto?. Teraz jak o tym myślę, to dla mnie strasznie śmieszne. Wtedy to było jak ciągnąca mnie do przodu ręka, każdy stawiany krok był ogromnym wysiłkiem do tego, odnawiająca się kontuzja i ból stawów biodrowych. Z uporem biegłem odliczając każdy przebyty metr, widząc metę czułem napływającą radość i satysfakcję. Na mecie uniosłem dłonie w górę i wykrzyczałem: „Mam Koronę, zrobiłem to!”. Rozległy się oklaski, ciśnienie uderzyło do głowy i minęło kilka dobrych sekund, aż doszedłem do siebie. Naprawdę piękna chwila, teraz wiem jak można łamać własne bariery i dotrzeć do zamierzonego celu, mimo wszelkich trudności jakie nas spotykają.

Chciałem podziękować wszystkim za wsparcie! Mojej Natalii za to, że zawsze ze mną była i wspierała do samego końca, rodzicom za doping i miłe słowa po każdym biegu. Dziękuję też sobie, za to że czasami jestem tak bardzo uparty…

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.