Frustracja, podekscytowanie, trochę wątpliwości i dużo uśmiechu. Te emocje towarzyszą mi od ponad roku tworzenia mojego blogu. Myślałem, że pisanie będzie dla mnie bardzo lekkie i będę traktować je jako moje hobby. Rzeczywistość okazała się być troszeczkę inna. Ponieważ staram się dążyć do perfekcji w tym co robię, zabawa stała się wyzwaniem, lekkość przestała zadowalać, a oczy otwierały się coraz bardziej na drogę do doskonałości, bo błędy na blogu pojawiały się zbyt często…

Ten rok staje się powoli historią. Myślami już dawno jestem w roku 2015, gdzie moje plany i założenia są bardziej dojrzałe. Bycie blogerem stało się trudną misją, której finału jeszcze nie widać. Przez ten rok zagłębiłem się głęboko w świat polskiej blogosfery, co bardzo mnie zmieniło. Zmiany zaszły nie tylko w organizacji własnych przemyśleń i czasu, skupiły się przede wszystkim w poprawie samego siebie. Pierwszy raz mam coś co od początku do końca jest wyłącznie wynikiem mojej własnej ciężkiej pracy.

Początek bycia blogerem był wypełniony radością i ogromną wiarą we własny sukces. Starałem się pisać o wszystkim i goniłem za niewidzialnym królikiem. Wiesz co? Głupi byłem. Po tak krótkim czasie wiem, że pisanie o zimnych kotletach to nie droga do sukcesu. Trzeba potrafić pisać co zrobić by kotlety na nowo stały się gorące. W ostatnich miesiącach oczy otworzyły mi dwie osoby: Paweł Tkaczyk  i Michał Szafrański. To właśnie ich blogi codziennie wertuje w poszukiwaniu drogi i lekarstw na własne błędy. Choć recepty nie znajdę nigdzie indziej, jak tylko we własnym doświadczeniu, informacje na jakie tam natrafiam wzbogacają moją wiedzę i mocno ułatwiają drogę ku lepszemu. Pojawia się masa wątpliwości i ogromny strach, czy aby nie położyłem tego roku na łopatki. Nie ma co myśleć, trzeba działać to co było już pozostanie, przyszłość jest ciągle otwarta.

Co pomaga mi w tworzeniu treści

Pierwsze co zrobiłem, przestałem zupełnie patrzeć na statystyki. Przez pierwsze miesiące ilość osób odwiedzająca blog Cały JA, była dla mnie głównym celem, przez to zupełnie przestałem liczyć się z tym co najważniejsze – wartościowa treść. Statystyki to może i istotna kwestia z punktu widzenia przyszłej współpracy, ale umówmy się, na początku one nigdy nie będą dobre. Warto  skupić się na przekazywanej wiedzy lub historii jaką dzielimy się z naszym czytelnikiem. Kiedy znajdę na jakimś blogu coś co mnie zainspiruję, przynajmniej raz w tygodniu zaglądam na niego ponownie, by sprawdzić czy autor opublikował kolejny wpis.

Od pewnego czasu wiem, że pośpiech jest złym doradcą.. Nie potrafię policzyć ile razy gnałem do przodu nie oglądając się za siebie w poszukiwaniu własnych błędów. Liczyło się tylko to, by na skróty i jak najmniejszym kosztem dotrzeć do mety i cieszyć się ze słabego wyniku. Tylko lekkie zwycięstwa szybko przeradzały się w rutynę, a ona stawała się kulą u nogi. Trudno uświadomić sobie, że to co robimy zaczyna być doceniane wyłącznie przez nas samych, a dla naszych odbiorców przestają mieć znaczenie. Przecież jesteśmy zwycięzcami, czyż nie? Tylko co to za zwycięzca, który sam sobie wiesza na szyi medale…

Czytanie innych blogów pomaga uporać się z twierdzeniem, że nie ma lepszych od mojej osoby, a jest ich wielu, bardzo wielu. Osobiście czytam blogi nawet osób, których nie darze specjalną sympatią, jednak sposób w jaki umieszczają treści na blogach jest genialny. Od kiedy obejrzałem panel Karoliny Korwin-Piotrowskiej i Tomka Tomczyka, podczas tegorocznego Blog Forum Gdańsk, zacząłem zwracać uwagę na budowę artykułu. Częściej odwiedzam stronę Gazety Wyborczej i śledzę trendy w budowaniu treści internetowych. Te wszystkie czynniki bardzo ułatwiają życie z blogiem. Jak się mówi trening czyni mistrza, więc myślę, że za kilka miesięcy będę w stanie pisać dużo ładniej i sprawię by na blog wracało więcej czytelników.

Nie pamiętam kiedy pisałem tak rozbudowany i przemyślany tekst. Po prostu, chciałem podzielić się moimi przemyśleniami odnośnie budowania własnej marki jaka jest blog Cały Ja. Przed błędami się nie ustrzeżesz, możesz jednak wyciągać z nich wnioski. Ja po 11 miesiącach zaczynam robić rachunek sumienia, wypisując plusy i minusy moich działań. Systematyczność to jedno, a wartościowa treść to drugie, jednak gdy nauczymy się łączyć obie rzeczy osiągniemy każdy założony cel.
Do dzieła.

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.
  • Miałam już kilka blogów. Piszę począwszy od 14 roku życia, kiedy, wiadomo, było to bardzo naiwne podejście do blogowania, o ile można mówić o jakimkolwiek podejściu. Ale wtedy poświęcałam temu zajęciu naprawdę sporą część czasu, bo pisałam niemal codziennie. I myślę, że to doświadczenie jest nie do przecenienia, bo przez ten czas pracowałam nad warsztatem, co dzisiaj bardzo procentuje (nie mam na myśli tylko blogowania).

    Dzisiaj właściwie startuję z kolejnym pomysłem. Obecny blog założyłam jakiś czas temu, ale chyba musiałam do niego dojrzeć, przemyśleć o czym właściwie chcę, żeby był. Poczuć to wszystko na nowo. Teraz ruszam z nowym bagażem doświadczeń, nowymi nadziejami.

    Najpiękniejsza w blogowaniu jest dla mnie wymiana doświadczeń właśnie, tworzenie społeczności, możliwość poznania fantastycznych ludzi, którzy gdzieś tam są i pewnie inaczej byśmy się nie spotkali. Do tego będę dążyć w tym nowym roku.

    Cieszę się, że ścieżki blogosfery zaprowadziły mnie na Twój blog, bo dobrze się Ciebie czyta i skłaniasz do przemyśleń. Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów!

    • Przepraszam, że po takim czasie odpisuje. Twój piękny komentarz gdzieś zaplątał się w nicości i trafił dopiero teraz do mnie. Nic tak nie buduje sensu własnej pracy jak takie miłe słowa. Dziękuję Ci bardzo!

  • Zwróciłeś moją uwagę na kwestię budowy artykułu. To będzie rzecz do zgłębienia w przyszłym roku. Twoje przemyślenia w dużej mierze pokrywają się z moimi, powoli czuję, że potrzebuję czasu dla siebie, żeby to wszystko poukładać i wrócić na nowo.

    • To jest tak trudna sprawa, że sam ciągle myślę skąd czerpać wiedzę :)

  • Igor Chmielewski

    Jakoś od roku posiadam stronę którą nazywam „Blogiem”. Wiem że jest niedoskonała i wiele z nią jeszcze pracy ale cały czas ją utrzymuję. Pierwsze „Blogowe” wpisy zaczynałem pisać w styczniu kiedy to byłem bezrobotny, potem z powodu pracy wmawiałem sobie że „nie mam czasu”. Gdzieś w Sierpniu znowu zacząłem pisać „często” a statystyki jak na taki mały blog „cieszyły”. Popełniałem jednak nadal wiele błędów, w tym ortograficznych. Drugim błędem było też spoglądanie na statystyki: „O wow mam 200 unikalnych i 1tysiąc wejść”(wiem że to śmiesznie mała liczba). Jednak od jakiegoś miesiąca staram się bloga prowadzić ponownie z pewną regularnością, teksty sprawdza mi dziewczyna. Powiem szczerze, liczba odwiedzin strony nie jest nadal duża jednak odzew czytelników czy nawet znajomych jest jak najbardziej pozytywny. I to mi sprawia radość ;).

    • Dla mnie kwestia tego czy liczba jest śmieszna czy nie jest bardzo indywidualna. Podchodząc do tego bardzo spokojnie i traktując blog jako dopełnienie życia, każda liczba jest sukcesem bo ktoś nas jednak czyta :)

  • Iza Majocha

    Ja jestem na razie wciąż na etapie ciągłego patrzenia na statystyki… I trochę mnie dołują, bo po przeniesieniu się z wordpress.com na własny serwer, zaczęłam z nimi od zera. Nie mam nawet czterocyfrowej liczby wyświetleń. Ale się nie poddaje, postawiłam sobie za główny cel pisać regularnie. Staram się też wyczaić, jakie treści związane z moimi zainteresowaniami, są najchętniej czytane. Zaczęłam od polityki, teraz płynę różnie… Zobaczymy ;) Może po 11 miesiącach też zrobię taki rachunek sumienia i wyjdzie, że „mocne postanowienie poprawy” pewnych grzeszków się powiodło ;)

    • Wiesz co mi ostatnio pomaga? Przed napisaniem wpisu, a nawet w trakcie jego pisania, zadaję sobie pytanie: „Jaka jest szansa, że temat jaki poruszam, będzie żywy dłużej niż kilka dni”. To pomaga :) Czasami potrafię przerwać wpis i odłożyć go na kilka dni, bo głowa podpowiada mi, że coś może być nie tak.

  • patrzenie na statsy to chyba zmora każdego początkującego blogera. Jak cyferki są za niskie, tracimy chęć do dalszej pracy nad własnym poletkiem. Wiem, bo sam przeżywam chwilowy marazm, ale powoli wybudzam się z niego. Trzeba umieć wyciągać wnioski ze swojej pracy i nie poprzestawać podglądać jak działają/tworzą inni blogerzy. Powodzenia i życzę aby przyszły rok dużo lepszy w pisaniu, no i statsach ;)

    • Dziękuję! Wszyscy przez to przechodzą, ja chętnie bym je wywalił ale strzeliłbym sobie w kolano :)