Dziś taki osobisty wpis, chciałem się z Wami podzielić przemyśleniami i znaleźć trochę ujścia złości jaka mnie ogarnia…

Zastanawia mnie, czy wszyscy są faktycznie tacy poukładani jak się mówi. Potrafią dokładnie zaplanować sobie dzień i iść tym planem. Dziś czytałem o organizacji czasu, podobno człowiek zorganizowany to taki, który nie szuka wymówek, tylko dba o każdą chwilę swojego, ciężkiego życia.

U mnie jest różnie, raz potrafię dokładnie postępować z tym co zaplanuję. Kolejnego dnia zastanawiam się, czy to ma sens, by na nazajutrz stwierdzić, że znowu zmarnowałem dzień, na rozmyślanie. Prawda jest taka, że im więcej zadań spoczywa na naszych barkach, tym łatwiej nam je realizować. Najlepiej pracuje mi się pod presją czasu, wtedy kreatywność jest bardzo pobudzona, mam motywacje i zapominamy o całym świecie jaki mnie otacza.

Co jest najgorsze w pracy? Facebook, Pudelek, czy znajomi ślący wiadomości na smartfona? Ciężko stwierdzić. Wiele słyszy się o tym, że wystarczy na 5 min oderwać się od aktualnego zajęcia, by sprawić, że ponowne wejście w tryb skupienia zajmuje nam 15-20 min. [quote_box_right]Prawda jest taka, że im więcej zadań spoczywa na naszych barkach, tym łatwiej nam je realizować. [/quote_box_right]Mam tak, że oczy już nie wytrzymują od komputera, ale gdy wyjdę na krótki spacer męczą mnie wyrzuty sumienia, że w tym czasie skończyłbym pewnie projekt.

Najfajniejsze jest to, że gdy zapytamy kogoś czy jest w swoim życiu odpowiednio zorganizowany, bez większego zastanawiania przytaknie z dumnym uśmiechem na twarzy. Mnie wkurza to, że czasami czegoś nie zdążę zrobić i muszę to zostawić na kolejny dzień. Dobrze wiem, że w następnym dniu pojawią się kolejne zadania, a te z poprzedniego zaczną się przekładać z dnia na dzień.

Ile razy obiecałem sobie, że dokończę wpisy z mojego objazdu? Wszystkie leżą porozpierdzielane i niepoukładane. Irytujące to jest, ale naprawdę po 8 godzinach pracy, wracając do domu myśli się tylko o kanapie i rodzinie. Każde podejście do zadań firmowych albo „ponad domowych”, wiąże się z poczuciem cholernego wyrzutu sumienia.

Nie wiem jak u Was, ja jakoś ciężko znajduję sposoby by się tego wyzbyć. Może to taki wiek? Może.

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.
  • Kasia Nowak

    Ja zaczęłam wyznawać zasadę: co masz zrobić jutro zrób….. pojutrze ;) będziesz miał dwa dni wolnego :) ale tak serio, plan jest zawsze, ale każdy plan można modyfikować; ja z czystą premedytacją zostawiam wszystko na ostatnią chwilę, bo tak jak Ty lubię jak ktoś stoi za moimi plecami – w tym przypadku uciekający czas – wtedy powstają kreatywne produkty :) tylko obiad robię na czas ;) ale z drugiej strony życie jest zbyt kruche żeby się spinać; więc wrzuć na luz i pamiętaj o pojutrze ;) z czasem i tak nie wygrasz ale możesz ćwiczyć silną wolą i w czasie pracy wyłączaj wszystkie „przeszkadzacze” a zdążysz ze wszystkim :)

    • hah prosiłem o poradę, a otrzymałem genialny przepis by się jeszcze bardziej rozleniwiać :) Ale fakt, lubię uczucie, gdy to ja decyduje kiedy zrobię coś co muszę lub coś o co mnie proszą. Wtedy mam pewność, że zrobiłem to w momencie odpowiednim i najbardziej kreatywnym.

    • Łukasz Komisarek

      Tak, przypominają mi się czasu studenckie, ale jak ma się na głowie kredyt, bo się zachciało kupić mieszkanie to, już ta zasada przestała funkcjonować. Dlatego zadałem sobie pytanie: czy nie lepiej właśnie teraz się spiąć na kilka lat, zamiast później mieć problem żeby spiąć….koniec z końcem? A druga sprawa czy dobra organizacja powoduje, że nie możesz realizować tego czego chcesz? Chyba po to właśnie warto sobie zaplanować, żeby jak najlepiej wykorzystać czas, a nie po prostu przepuszczać go przez palce, prawda?

  • Łukasz Komisarek

    Bartek bardzo fajny wpis, który nie jako mnie dotyczy, ponieważ oprócz pracy (czyli to co muszę zrobić) robię jeszcze coś poza pracą (czyli to co chcę, ale nie muszę). Tak mi się kojarzy pewne szkolenie, na którym byłem odnośnie odnoszenia sukcesu w życiu i zmian, których należy dokonać. Prelegent w ciekawy sposób porównał studiowanie do odnoszenia sukcesu w rozumieniu organizacji czasu. To co musisz robić to chodzić na ćwiczenia, zaliczenia i egzaminy, to czego nie musisz to chodzenie na wykłady, chodzenie na zajęcia dodatkowe, uczestniczenie w życiu uczelni. Jak to wygląda po studiach? To co musisz to iść do pracy, a co zrobisz z resztą czasu? Twoja sprawa? Dlatego wszystko co można zrobić dodatkowo, żeby coś zmienić w swoim życiu z reguły odkładamy na dzień, który nigdy nie nadchodzi, czyli JUTRO. I tak to właśnie jest z tą naszą organizacją, że ja również często mam wyrzuty sumienia, że znowu minął dzień, a ja poza pracą nie wiele zrobiłem. Co do samej organizacji, to wszystko jest kwestią wyrobienia nawyku, tak samo jak picie porannej kawy czy herbaty.

    • No faktycznie z tymi studiami to trafny przykład. To w tym czasie zaczynałem uczyć się co jest ważne, a co mniej istotne w dziennym harmonogramie. Jednak by nawyk był nawykiem, musi sprawiać przyjemność, smakować lub wymagać od ciebie kontynuacji. To raczej kwestia zaparcia lub przyparcia do muru :)

      • Łukasz Komisarek

        To dlaczego robisz to co robisz? Przecież nie musisz tego robić? Chyba, że to stało się nawykiem i to lubisz?