Znowu to samo, znowu muszę tam wejść. Zamknięta puszka, 60 siedzeń i tyle samo osób, plus minus dwie osoby z obsługi i piloci.

Dlaczego musimy przed drogą nadrabiać 11 km w pionie? Oderwać się od ziemi i stać się małym punktem na niebie? No dobra kołowanie, pewnie jeszcze chwila i będzie po wszystkim, zawsze wiedziałem, że start jest najgorszy… To moje przewrażliwienie… dwa sygnały, ryk silników, tak bardzo wciska w siedzenie. Za oknem horyzont przemija, jakby ktoś go sprzed oczu zdmuchnął. Ciśnienie tak wszystko szybko się oddala, chmury i słońce… Kocham to jednak. Hiszpanio nadlatuję!

Osobiście strach przed lataniem w mojej głowie rodzi się na kilka godzin przed startem i w pierwszych 5 minutach lotu zanika. Każdorazowe wejście na pokład kończy się 2 szklankami trunku o brązowo-pomarańczowym kolorze, gorzkim smaku, ze szczyptą Sprite i kostkami lodu. Czami pada również szklanka numer 3. Dlaczego człowiek sam nie może sobie poradzić ze swoimi słabościami i szuka ujścia gdzie indziej? Nie wiem. Jednak, gdyby istniała złota recepta na szybkie pokonanie strachu, byłbym w stanie wydać na nią wiele i być pierwszy w kolejce czekając kilka dni przed sklepem, jak na premierę nowego iPhone.

Czy strach jest czymś złym? Nie sądzę. Każdy z nas ma swoje „demony” i chwile słabości. Ważne by zdawać sobie sprawę i próbować je przezwyciężyć. Myślę, że kiedyś polecę tam wysoko i zapomnę o wszystkich lękach.

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.