Są różne metody wychowywania dzieci. Takie w którym rodzice poświęcają dziecku praktycznie cały wolny czas i takie w których dzielą ten czas po połowie z babcią lub dziadkiem. Najgorszym jest zupełnie opuszczać dziecko i unikać roli rodzica. Zapomnieć co to wychowanie. Ten ostatni typ jest dla mnie zupełnie niezrozumiały i trudny do zaakceptowania. Przecież bycie rodzicem do czegoś nas zobowiązuje.

Historia pewnego chłopaka.

Miałem w szkole takiego kolegę, który w odróżnieniu ode mnie miał totalny luz na wszystko. Większość czasu spędzał poza domem, a obiady jadał u kolegów z klasy. Często trudno mu było wyjść od kogoś mimo tego, że było totalnie późno. Był specyficzną osobą, żeby go polubić trzeba było poznać go bardzo dobrze i wejść w świat, w którym się poruszał.

Moi rodzice byli raczej z tych co martwią się o swoje dziecko i robią wszystko by uchronić je przed krzywdą i chwała im za to! U Mirka (nadajmy mu jakieś imię, będzie nam łatwiej) sprawa wyglądała tak, że w czasach podstawówki wracał do domu, gdy ja już dawno leżałem w łóżku. Szlajał się po knajpach, popalał i zdarzało się wypić jakieś piwko. Wtedy strasznie mu zazdrościłem, że może robić co mu się podoba i nie ponosi za to konsekwencji. No niestety wtedy jeszcze nie znałem przyszłości.

Wychowanie to nie droga na skróty.

Mirek sprawiał wrażenie bardzo ułożonego i miłego chłopaka. Jednak gdy poczuł pełną swobodę zaczął decydować sam za siebie, opuszczał lekcje w szkole, przez co kontakty z rówieśnikami i nauczycielami strasznie się osłabiały. Doszło do tego, że Mirek stał się strasznym dziwakiem, odludkiem którego klasowi „samce alfa” zaczęli gnębić. Oczywiście ucierpiały też wyniki w szkole, pojawiały się nagany i wezwania rodziców. Do dziś nie wiem czy kiedykolwiek się stawili.

Dziś o Mirku przypomniał mi ten teledysk, który dokładnie obrazuje problemy wychowania u wielu rodziców. To takie smutne, bo tracąc oparcie w rodzicach szukamy innej drogi. Często stajemy się własnymi superbohaterami, którzy mają ukryte moce i są niezwyciężeni. To jedna z metod ucieczki od problemów. Prowadzi do totalnego odcięcia się od otaczającej rzeczywistości, a czasami do jeszcze gorszych czynów…

Każda historia ma swoje zakończenie

Pewnie domyślasz się, że takie historie nie mają zbyt dobrego zakończenia. Mirek skończył podstawówkę, ale w szkole średniej już były straszne problemy. Wszystko poszło nie tak. Problemu z zaliczeniem klasy, problemy z nałogami, a nasz kontakt się urwał. Czasami zastanawiałem się, w którym momencie jego rodzice dostrzegli problem, gdy przestał wracać w ogóle do domu, czy gdy wracał kompletnie pijany bez sił do życia. Dziś wiem, że układa sobie życie i ma się całkiem dobrze. Jednak nigdy w rozmowie nie miałem odwagi zapytać, czy i do kogo ma żal za to co było?

 

 

 

PODZIEL SIĘ
Nazywam się Bartek Pussak i dla mojej córki jestem bardzo fajnym tatą. Wciąż czekam, aż sama wyzna mi miłość, bo na razie nie daje mi spać i czasami zmusza mnie do tańca. Ojcostwo odmieniło moje dotychczasowe życie i nadało mu zupełnie nowy kierunek. Jestem również fajnym mężem, zapalonym graczem, piosenkarzem (ale tylko gdy jadę samochodem), fotografem, vlogerem i dużo się uśmiecham.
  • Ja odkąd pamiętam miałam dużo tzw. luzu. Miałam i mam nadal przyjacielskie stosunki z mamą pomimo tego, że od małego byłam „u obcych” (żłobek-przedszkole etc.). Rodzice pracowali, dziadkowie też, więc nie było wyjścia. Problem zawsze miałam z ojcem, niby można powiedzieć „córeczka tatusia”, ale był tak jakby trochę nie obecny, a jak już chciał pokazać swoją obecność, to uaktywniał się jak wulkan (niestety). Po mimo tego, że była mama, która zawsze była za mną i zawsze się mną interesowała, takie zachowanie ojca bardzo się na mnie odbiło, szczególnie w okresie podstawówki. Niby chodziłam do szkoły, niby przechodziłam z klasy do klasy, ale to było strasznie ciężkie. Niestety tak już jest, jak rodzice „zapominają” nawet tylko w jakimś stopniu o swoich dzieciach. Dzieci się gubią i nie potrafią się odnaleźć, a jak już ktoś się znajdzie, aby im pomóc, to bardzo często okazuje się, że jest za późno. Takie „zjawisko” jest co raz częstsze – rodzice zapracowani, myślą o spłacie kredytu, a dzieci są zrzucane na drugi plan.

    • Problemem jest to, że rodzice często nie widzą problemu. Skupiają się za bardzo na tym by utrzymać finansowo rodzinę, zapominając czym jest istota rodziny. Teraz jest troszeczkę inaczej, dobra internetu i Social Media trochę to wszystko zamydliła budując nowe problemy…

      • To też prawda, w większości wypadków internet to jedyna droga ucieczki. Tylko niestety problem zostanie nie rozwiązany, a uświadomienie kogoś z rodziny, że robi coś nie tak, nie zawsze skutkuje i mogą powstać kolejne problemy. W sumie, w tej sytuacji jeden problem pociąga za sobą inne problemy.